O autorze i projekcie
O mnie
Mam na imię Tomasz.

„Pakt o nieagresji” powstał z mojego wieloletniego doświadczenia lęku
Przez znaczną część życia próbowałem zapewnić sobie bezpieczeństwo przez kontrolę, analizowanie i bezbłędność.
Z zewnątrz długo wyglądało to całkiem dobrze. Od 25 lat pracuję w branży IT. Zaczynałem jako analityk, później pracowałem jako architekt systemów, a z czasem przeszedłem do kierowania międzynarodowymi projektami. Nauczyłem się porządkować skomplikowane systemy, przewidywać problemy i skutecznie doprowadzać projekty do końca. Jestem mężem, ojcem trzech córek i człowiekiem, na którym inni mogą polegać.
Wewnątrz niemal bez przerwy czuwałem.
Martwiłem się o zdrowie, rodzinę, pracę i przyszłość. Jednocześnie nieustannie wracałem do przeszłości. Analizowałem minione rozmowy, własne decyzje i popełnione błędy, jakby wystarczająco dokładne rozłożenie ich na części mogło uchronić mnie przed kolejną porażką.
Rzadko prowadziło to do użytecznego wniosku. Znacznie częściej kończyło się kolejnym zarzutem wobec samego siebie.
Próbowałem też przewidzieć problemy, zanim się pojawią. Wierzyłem, że muszę być użyteczny, przygotowany i bezbłędny. Jakby jeden przeoczony szczegół mógł uruchomić lawinę, której później nie zdołam zatrzymać.
Nie uważałem tego za lęk. Uważałem to za odpowiedzialność.
Zbroja działała, dopóki nie stała się zbyt ciężka
Lęk towarzyszył mi od dzieciństwa. Łatwo się zawstydzałem, unikałem wielu sytuacji społecznych i znacznie swobodniej czułem się w świecie nauki, sportu oraz gier komputerowych.
Z czasem nauczyłem się dobrze funkcjonować pomimo napięcia. Perfekcjonizm pomagał mi osiągać wyniki. Analizowanie pozwalało przewidywać błędy. Kontrola dawała poczucie, że chronię siebie i bliskich.
Problem polegał na tym, że mój system nigdy naprawdę nie kończył pracy.
W wieku 38 lat doszedłem do granicy swoich możliwości. Pojawiły się szumy uszne, poważne problemy ze snem, drętwienie i mrowienie ciała oraz coraz silniejszy lęk o zdrowie. W ciągu kilku miesięcy moja zdolność do pracy i zwykłego funkcjonowania znacznie się pogorszyła.
W domu również było coraz trudniej. Byłem wyczerpany, drażliwy i pochłonięty próbami odzyskania kontroli. Moja żona była bliska wyprowadzki.
Pamiętam swoją twarz z tamtego czasu: szarą i zlęknioną, jakby cały mój starannie kontrolowany świat właśnie obracał się w ruinę.
Człowiek, który przez lata starał się wszystkiego dopilnować, nie potrafił już zapanować nad własnym dniem.
Powrót do funkcjonowania nie był jeszcze odzyskaniem wolności
Po kilku miesiącach wróciłem do pracy i codziennych obowiązków. Przez następne lata okresy względnego spokoju przeplatały się jednak z kolejnymi spadkami.
Wystarczało większe przeciążenie, gorszy sen albo niepokojący objaw, żebym znowu zaczynał analizować, sprawdzać i próbować odzyskać pełną pewność.
Najtrudniejsze było to, że własne reakcje traktowałem jak dowód osobistej porażki.
Byłem dla siebie surowym sędzią. Gdy brakowało mi energii, oskarżałem się o lenistwo. Gdy unikałem trudnej sytuacji, uznawałem się za słabego. Gdy wracało napięcie, dochodziłem do wniosku, że znowu wszystko zepsułem.
Nie próbowałem zrozumieć, co się ze mną dzieje. Wydawałem wyrok.
Do alarmu dochodziła więc kolejna warstwa: walka ze sobą.
Po latach życia w tej samej pętli powiedziałem sobie: tak dalej być nie może
Był 2023 rok. Miałem blisko 44 lata i za sobą dziesięciolecia życia z lękiem, kontrolą oraz kolejnymi próbami odzyskania pewności. Zrozumiałem, że nie chcę spędzić reszty życia na ciągłym sprawdzaniu, czy za chwilę nie wydarzy się coś złego.
Nie szukałem jednak kolejnej motywacyjnej recepty. Rady typu „odpuść”, „myśl pozytywnie” albo „weź się w garść” nigdy do mnie nie przemawiały.
Potrzebowałem zrozumieć mechanizm.
Zacząłem więc robić to, co od lat robiłem zawodowo: rozkładać złożony system na mniejsze części, rozpoznawać zależności i szukać miejsc, w których można zmienić sposób działania.
Przez kolejne lata systematycznie zgłębiałem współczesną psychologię, mechanizmy lęku i uznane nurty psychoterapii, między innymi terapię poznawczo-behawioralną (CBT), terapię akceptacji i zaangażowania (ACT) oraz terapię schematów. Robiłem notatki, budowałem diagramy i sprawdzałem, jak poznawane mechanizmy przejawiają się w moim codziennym życiu.
Ogromnym wsparciem była dla mnie również pani psycholog Natalia. Towarzyszyła mi w tej drodze, pomagała sprawdzać moje hipotezy i otwierała mnie na nowe sposoby rozumienia tego, co się ze mną działo.
Podczas długich przejażdżek rowerowych nagrywałem wiadomości głosowe. Tłumaczyłem w nich samemu sobie to, czego uczyłem się o lęku, kontroli i własnych automatycznych reakcjach.
Stopniowo zaczęła układać się z tego mapa.
Najważniejsza zmiana nie polegała na pokonaniu lęku
Przez wiele lat traktowałem własne reakcje jak przeciwnika albo wadę, którą trzeba naprawić.
Z czasem zobaczyłem coś innego.
Lęk, napięcie i katastroficzne myśli nie pojawiały się po to, żeby zniszczyć mi życie. Były częścią systemu ochrony, który nauczył się reagować zbyt często i zbyt intensywnie.
To nie znaczyło, że mam wykonywać każde polecenie alarmu. Nie musiałem też z nim walczyć.
Mogłem go zauważyć, sprawdzić sytuację i sam zdecydować, co zrobię dalej.
Nie muszę uciszyć wszystkich głosów, żeby odzyskać prawo do kolejnej decyzji.
Ta myśl stała się podstawą modelu „Umysł jako Królestwo”.
Myśli, emocje, pamięć i reakcje ciała mogą pojawiać się na jednym dworze. Każda z nich ma prawo przekazać swój raport. Nie każda musi jednak podejmować decyzję.
Zawsze możesz siebie lepiej traktować
Pamiętam jedną z tych nocy. Leżałem wyczerpany, nie mogłem zasnąć i nagle zobaczyłem, że cierpię podwójnie: najpierw przez lęk, a potem przez proces, który każdego dnia urządzałem samemu sobie.
Każdy nawrót traktowałem jak klęskę. Każdy gorszy dzień jak dowód winy.
To nie pomagało. Zwiększało jedynie wyczerpanie i poczucie zagrożenia.
Wtedy pojawiło się zdanie: „Zawsze możesz siebie lepiej traktować”.
Zacząłem więc uczyć się innej odpowiedzi. Nie pobłażania sobie i nie rezygnacji z odpowiedzialności. Raczej traktowania siebie tak, jak potraktowałbym bliskiego człowieka, który znalazł się w trudnej sytuacji.
Z większą ciekawością. Z mniejszą liczbą wyroków. Z pytaniem: „Co się teraz dzieje i jaki następny krok rzeczywiście ma sens?”.
Ta zasada pozostała ze mną do dziś:
Zawsze możesz siebie lepiej traktować.
Skąd wziął się „Pakt o nieagresji”
Z czasem moje notatki, diagramy i nagrania przestały służyć wyłącznie mnie.
Gdy opowiadałem innym o poznawanych mechanizmach, zdarzało mi się słyszeć: „To ma sens” albo „Wreszcie ktoś wyjaśnił to w sposób, który rozumiem”.
Zobaczyłem, że umiejętność porządkowania skomplikowanych systemów może przydać się również tutaj. Mogę przekładać złożone procesy psychologiczne na prostsze obrazy, które pomagają rozpoznać własną reakcję i znaleźć rozsądny następny krok.
Tak powstał „Pakt o nieagresji”.
Nie jako metoda pokonania lęku. Nie jako obietnica życia bez napięcia. Nie jako kolejny system wymagający idealnego wykonywania ćwiczeń.
Jako propozycja zmiany relacji z własnym umysłem.
Kim jestem w tym projekcie
Nie jestem psychoterapeutą ani lekarzem. Nie diagnozuję i nie zastępuję profesjonalnej pomocy.
Jestem praktycznym przewodnikiem i tłumaczem trudnych mechanizmów. Łączę osobiste doświadczenie lęku, problemów ze snem, ciągłego zamartwiania się, potrzeby kontroli i surowości wobec siebie z 25-letnim doświadczeniem w branży IT i kierowaniu międzynarodowymi projektami z obszaru ładu danych.
Pokazuję mapę, która pomogła mi lepiej zrozumieć własne reakcje, ograniczyć wewnętrzną walkę i częściej wracać do świadomych decyzji.
Ta mapa nie jest jedyną drogą. Może jednak pomóc zobaczyć, że nie jesteś zepsuty i że Twoje dotychczasowe strategie prawdopodobnie nie wzięły się znikąd.
Być może właśnie tak próbowały Cię chronić. Dziś mogą potrzebować innego rodzaju przywództwa.
Jak wygląda moje życie dzisiaj
Dziś czuję się dużo, dużo lepiej. Mam więcej spokoju, swobody i miejsca na zwyczajne życie.
Znacznie łatwiej rozpoznaję moment, w którym użyteczna analiza zamienia się w pętlę. Rzadziej próbuję przewidzieć każdy szczegół przyszłości. Łatwiej podejmuję decyzje bez pełnej pewności i lepiej znoszę sytuacje, w których nie wszystko przebiega zgodnie z planem.
Zmienił się też mój stosunek do samego siebie. Trudniejszy dzień nie oznacza już automatycznie, że wszystko znowu zepsułem. Mam więcej wyrozumiałości dla własnych ograniczeń i szybciej wracam do pytania: co teraz naprawdę ma sens?
Największą różnicę widzę w relacjach. Znacznie lepiej układa mi się z żoną. Wobec córek jestem bardziej wspierający i wyrozumiały.
Potrzeba porządkowania świata nadal jest częścią mnie. Dziś częściej kieruję ją tam, gdzie naprawdę się przydaje: do tworzenia czytelnych diagramów, pielęgnowania ogrodu i bardzo dokładnego kontrolowania zapasów papieru toaletowego w przydomowym magazynie. 🙂
Stare myśli, napięcie czy potrzeba kontroli czasem wracają. Nie traktuję ich jednak jak wyroku ani polecenia. Nie odbierają mi już prawa do kolejnej decyzji.
Dziś żyję znacznie swobodniej. Nie muszę kontrolować wszystkiego, żeby być blisko ludzi, podejmować decyzje i znaleźć w swoim życiu miejsce także dla siebie.
Powrót do Królestwa
Na początek przygotowałem bezpłatny kurs „Powrót do Królestwa”. Składa się z dziewięciu krótkich lekcji i epilogu.
Kurs przedstawia podstawy modelu „Umysł jako Królestwo” oraz pokazuje, jak zacząć odróżniać alarm od decyzji bez prowadzenia kolejnej wojny ze sobą.

